Półmaraton Tri City Trail, 2 miejsce OPEN i nowa życiówka!

W niedzielę 9 lipca odbyła się kolejna edycja trailowego półmaratonu Tri City Trail rozgrywanego w Trójmiejskim parku krajobrazowym ze startem i metą w Wejherowie. Startowałem tutaj rok i dwa lata temu zajmując odpowiednio 6 oraz 10 miejsce. Tym razem cel był taki, aby powalczyć o nagradzane miejsca OPEN, co oznaczało wywalczenie minimum 5 lokaty.
W zeszłym roku w przeddzień zawodów robiłem bardzo mocny 2-godzinny rower. Przez około 14 minut utrzymałem się razem z trenującymi z rondo chwaszczyno, także tętno szybowało bardzo wysoko. Średnia z roweru 32.5km/h, gdzie ostatnią 1/3 dystansu jechałem w deszczu pokazuje, że było ostro. Dwa lata temu zaś robiłem zakładkę 2h roweru i 45min biegu. W tym roku czuję się już zmęczony sezonem, dlatego postanowiłem trochę zluzować i w sobotę zrobiłem luźne 45min roweru z 4 x 2min akcentami 120% FTP 🙂

W niedzielę rano pobudka o 6:20, płatki z bakaliami i jabłkiem na śniadanie, chwila zamyślenia nad strategią biegu i o 7:20 wyjazd kierunek Wejherowo. Na miejscu byłem o 8, odebrałem pakiet i rozpocząłem rozgrzewkę: 2 seryjki pompek w wąskim trzymaniu, rozciąganie łydek, ud, naprzemienne wymachy rąk i nóg, lekkie 10 minutowe rozbieganie oraz 2krotna kombinacja 50m skip A + 50m skip B + 50m przebieżka w celu pobudzenia układu ruchu do poprawnej motoryki w trakcie szybkiego biegu(mój fizjoterapeuta twierdzi, że to jedno z lepszych ćwiczeń na siłę biegową, tylko nie 50m, a 100m i powtórzyć więcej razy). 15 minut przed startem zrobiłem jeszcze dwie 100m przebieżki i udałem się na linię startu. Tym razem ustawiłem się w pierwszej linii 😉

Sygnał startera. Ruszyliśmy. Od razu pierwsze zdziwienie tego dnia, biegniemy sobie z czołówką bardzo spokojnie, patrzę na zegarek 3’45″/km, a pierwsze 2km trasy prowadzą po asfalcie lekko z górki. Po 1.5km biegniemy ławą całą szerokością drogi w 5 osób, w pewnym momencie jest lekko z górki i na chwilę wychodzę nawet na prowadzenie w wyścigu. Wow!
Po 2km trasa prowadzi do lasu i rozpoczyna się podbieg. Próbując nie stracić za dużo dystansu do liderów podkręcam tempo, w pewnym momencie tętno skacze do 180, wtedy już wiem, że muszę troszkę zluzować. Pozwalam 3 zawodnikom zbudować małą przewagę nad sobą. Ciut za mną zostaje jeszcze 2 rywali. Taka strategia mi odpowiada, także kontynuuję solidny bieg, aby nie stracić za dużo do czołówki. Tradycyjnie już na podbiegach zwiększają nade mną przewagę, którą następnie na zbiegach staram się niwelować. Po około 9km widzę, że zdecydowany faworyt Michał Rolbiecki zostaje lekko z tyłu za prowadzącą dwójką. Po paru minutach wyprzedzam go wychodząc na 3cią lokatę, tymczasem Michał przechodzi do marszu.


Z przodu pusto. Z tyłu pusto. Pozostaje biec do mety bez zwalniania. Po 13km checkpoint, w oddali przed sobą widzę zawodnika biegnącego na drugim miejscu(25s przewagi). Wiem, że pozostałe 8km do mety praktycznie cały czas jest lekko z górki. Pomimo zmęczenia postanawiam zaryzykować i lekko przyspieszam jednocześnie starając się rozluźnić. Co kilometr zmiejszam stratę do rywala, którym okazuje się być Damian Wnuk, który w zeszłym roku wyprzedzał mnie około 13-14km trasy po tym, jak wcześniej pomylił trasę i nadrabiał prawie 1km. 16-17km lekki kryzys, ale około 18km postanawiam wyprzedzić Damiana. Jak przystało na doświadczonego zawodnika Damian siada mi na plecy. Postanawiam go zerwać, także zaczynam lekko szarpać tempem. Tętno skacze 170-180, a rywal twardo, nie odpuszcza. Po chwili wyprzedzamy jakiś przechodniów i dostrzegam, że między mną, a nim tworzy się 1m luka Decyzja jest natychmiastowa – przyspieszam. Tym razem odległość szybko zwiększa się do 3m, następnie do 5-10m. Zostają 2km do mety. Nie oglądam się za siebie. Wmawiam sobie, że muszę jeszcze przyspieszyć, bo jak nie, to zaraz mnie wyprzedzi. Ostatni kilometr biegnę z tętnem 180. Oglądam się za siebie, pusto, chwilę przed metą już wiem, że właśnie odniosłem swój największy biegowy sukces w karierze! Patrzę na zegar i przyspieszam, aby złamać 1h 23min. Udaje się, finiszuję z czasem 1h 22min 58sek, co jest moją nową życiówką w półmaratonie. Wyprzedziłem zawodnika, który biega po asfalcie poniżej 35 minut. Czyżby nastał czas na moje under 35 na atestowanej trasie na asfalcie? Oby tak 😉

Na mecie nie czuję żadnego bólu mięśni, ani łydek, ani czworogłowych. Emocje: satysfakcja i zadowolenie przesłaniają ból. Poniedziałek/wtorek mam problemy ze schodzeniem ze schodów. Dopiero w środę wieczorem odzyskuję siły. W czwartek planuję lekką zakładkę i dalszą regenerację, bo w niedziele Triathlon Gdańsk. Olimpijka. Potrzebuję psychicznego i fizycznego odpoczynku, szczególnie od roweru. Po 3 miesiącach morderczych treningów rowerowych z TrainerRoadem boję się każdego kolejnego treningu. Dosyć tego, nastał czas odpoczynku i weekendowych startów.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>