Triathlon Gdańsk po raz pierwszy

W sobotę pojechałem odebrać pakiet startowy oraz wstawić rower do strefy zmian, która ku mojemu zaskoczeniu okazała się bardzo długa i wąska, co oznaczało dużo biegania w dniu zawodów.

W niedzielę pobudka o 6, standardowo płatki z suszonymi owocami, orzechami i jabłkiem. O 7 w drogę, na miejscu przed 8, 15 minut w strefie zmian i 20 min po 8 zacząłem rozgrzewkę, 25 min przed startem założyłem piankę, przy barkach naciągnąłem dużo mocniej, niż zazwyczaj, ponieważ na ostatnim swim nights po mocniejszym naciągnięciu pianki miałem wrażenie, że pływa mi się swobodniej.

Punktualnie o 9 wystartowała kolejna edycja Triathlon Gdańsk na dystansie olimpijskim(1,5km pływania, 40km roweru oraz 10km biegania). Z wody wyszedłem po 26 minutach, także całkiem przyzwoicie. Tempo 1’44″/100m i co najważniejsze podczas pływania nie doświadczyłem bólu rąk, ramion. Szybka T1 i jedziemy.

1km po kostce i wyjazd na asfalt. Czekały mnie 2 okrążenia, czyli 4 przejazdy tunelem pod martwą Wisłą. Założenia były proste, pojechać z tętnem wyższym, niż w Sierakowie – 161HR. Zakładałem również, że będzie szybko i prawie bezwietrznie. Jakże się pomyliłem 🙁 Wiało praktycznie cały czas, nawet w tunelu, gdzie liczyłem na rekordy prędkości. Cały bike split walczyłem z wiatrem i jechałem strasznie nierówno, oooojjj przydałby się pomiar mocy, możnaby tutaj sporo zyskać. Trzymałem się niedaleko zawodnika jadącego z pełnym kołem, oraz obok innego zawodnika jadącego na czasówce z wysokimi stożkami, pewnie 60, albo 80-tki. Czas roweru 1h 8min 31sek i lekki niedosyt, średnie tętno 164, tempo 35km/h.

Bardzo szybka strefa T2 i dzida na bieg. Pomimo krętej drogi, biegło się bardzo dobrze. Starałem się trzymać tempo 3’42″/km, jednak zakręty utrudniały to zadanie. Drugie kółko i 3km do mety lekko przyspieszyłem pomimo bólu w czwórkach. Minąłem Marka Biegałę, mojego pogromcę w Starogardzie oraz Lidzbarku. Niecały km przed metą w oddali dostrzegłem Łukasza Sosnowskiego i postanowiłem go wyprzedzić. Biegł razem z innym zawodnikiem. Trzymali bardzo fajne, mocne tempo. Dochodziło się ich dosyć wolno. Tuż po wyprzedzeniu, gdzieś tak 300m przed metą zaryzykowałem i przyspieszyłem jeszcze mocniej. Ostatnie 100m biegnąc po dywanie rozłożonym na molo w Brzeźnie przyspieszyłem do sprintu, aby wyprzedzić jeszcze jedną osobę, którą okazał się Marek Grodzki z Osowej. Tylko dzięki doświadczeniu bardzo mocnych dwóch ostatnich kilometrów w Tri City Trail wiedziałem, że jestem w stanie mocno przycisnąć końcówkę i zrobiłem to! Tętno na finiszu 184, myślałem, że wypluję płuca. Dumny!

Czas biegu 37’35”, średnie tętno 171, tempo 3’45″/km. Pomyśleć, że jeszcze 2 lata temu moja życiówka na atestowanej trasie na 10km wynosiła 37’26”, a tutaj tylko ciut wolniej i to na dużo trudniejszej technicznie trasie. Bajka!

Finalnie okazało się, że przez rolling start ukończyłem zawody za Łukaszem oraz Markiem Grodzkim, pomimo fizycznego wyprzedzenia na trasie, ponieważ oni ruszyli na trasę paręnaście sekund po mnie 🙂
Mój czas 2h 16min 36sekund pozwolił na zajęcie 26 miejsca na 720 zawodników, którzy ukończyli zawody. Jest w dechę, szczególnie, że pierwsza 10 jest na chwilę obecną totalnie poza moim zasięgiem. Do 11 miejsca dzieliły mnie tylko i aż 3 minuty, czyli w sumie kask aero + rower czasowy + koła z wysokim stożkiem. Chyba 😉

Za tydzień wyjazd do Bełchatowa na 1/8IM. W sumie trochę żałuję, że dystans tylko 1/8IM, bo w Gdańsku bardzo fajnie mi się startowało operując na niższym tętnie, niż na krótszych dystansach. Z drugiej strony spróbuję na rowerze zjeść tylko banana i liczę na brak kolki na etapie biegowym, dzięki czemu mocniej przycisnę bieganie!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>