IronMan Gdynia Sprint i nowa życiówka!

W piątek po pracy skoczyłem na skwer Kościuszki w Gdynii odebrać pakiet startowy na sobotnie zawody na dystansie sprinterskim(750m pływania, 20km roweru, 5km biegu), wstawić rower do strefy zmian oraz podjeść co nieco na pasta party. W strefie zmian niespodzianka, kask musi być spakowany w czerwonym worku T1, przy rowerze mogą pozostać tylko wpięte w pedały buty. W stosunku do poprzedniego roku zmieniło się miejsce rozstawienia Pasta Party oraz strefy finishera. Uważam, że pasta party było biedniejsze, niż w zeszłym roku, wersja wegetariańska makaronu nie powalała na kolana i była tłusta, to fakt 😉 Ciasto drożdżowe dobre, ale do tego z Sierakowa mu daleko. Plus trochę śliwek, leszek free oraz batony firmy Bakal Sport.

W sobotę o 7 pobudka, płatki na śniadanie, soczewki na oczy, spakowanie toreb do auta i wio do Gdynii. Na miejscu byłem 15 po 8. Do strefy dotarłem o 8:30, fiku myku i po 9 rozpocząłem rozgrzewkę. 9:30 worek do depozytu i kierunek plaża, gdzie kontynuowałem rozgrzewkę, tym razem w wodzie.

Ostatnie 2 tygodnie ćwiczyłem dużo bardziej lajtowo, robiłem tappering przed IronMan Sprint Gdynia, moim 2gim najważniejszym startem w sezonie. Cel był 1. Nowa życiówka na tym dystansie, plus fajnie byłoby złamać granicę 1h 5min, chociaż po ostatnich psychicznych męczarniach na rowerze i średniej dyspozycji pływackiej na zawodach wydawało się to nieosiągalnym marzeniem.

O 10 godzinie tuż przy mnie nastąpił ogłuszający wystrzał z armaty. Start. Wbiegam do wody, robię delfinki i widzę ludzi idących w wodzie po kolana, którzy mnie wyprzedzają… Zaczynam więc iść, parę delfinków i prawdziwa pralka. Pierwsze 200-300m płynie się w dużym zagęszczeniu, które osiąga apogeum przy białych bojkach. Ścisk ludzi potworny, parę razy dostaję po głowie, gdzieś ktoś smyra po nogach, ktoś na Ciebie napływa z boku. Dawno tego nie było… Po 300m się uspokoiło i starałem się łapać nogi szybszych pływaków. Przez 100m udało się podcholować za ziomkiem, który na pierwszy rzut oka, wydawało mi się, że płynie zygzakiem, po chwili okazało się, że płynie idealnie prosto – to moja nawigacja szwankowała 😉 Pływało mi się dość dobrze, jednak po wyjściu z wody patrzę na zegarek i widzę – 12’50” i 75 miejsce. Człowieku, coś Ty robił w tej wodzie przez tyle czasu? W stosunku do zeszłorocznego 12’12” kiszka. Znowu żeś płynął w tlenie? A gdzie trzymanie Lactate Treshold? Spiąłem poślady, szybko zdjąłem piankę i popędziłen na trasę rowerową. Czas T1 – 1’54”, 7 sekund szybciej, niż przed rokiem 🙂

Wskakuję na rower i nie mogłem włożyć stóp w buty, lewa po chwili weszła, prawą musiałem położyć na bucie i założyć buta dopiero po zmianie kostki na asfalt. Jedzie się dobrze, wjeżdżam w ul. Polską i prędkość drastycznie maleje. Co jest, złapałem gumę? Chyba nie, wszyscy jadą tak wolno. To przez wiatr, który tego dnia przechodził samego siebie.

Przed wyścigiem zakładałem tętno rowerowe 172-174. Niestety tego dnia nieosiągalne. Motywowałem się, cisnąłem w pedały, ale jechało się słabo. 49 czas roweru – 33’41”. Warunki gorsze, niż przed rokiem, a i tak zdjąłem 43 sekundy, także moc jako taka jest, odczucia zupełnie inne. Szybkie T2, mały błąd przy barierkach, gdzie musiałem wytracić prędkość do zera i biegniemy.

Pierwsza połowa trasy biegowej

Pierwsze 200m nogi bolą, ale nie jest źle. W zeszłym roku czworogłowy uda, jak z waty, tym razem jest przyzwoicie. Patrzę na ludzi biegnących obok mnie, trzymają podobne tempo, myślę sobie: pewnie za wolno biegnę, dlatego mnie czworeczki nie bolą aż tak bardzo. Patrzę na zegarek, tempo 3’30”. Wow! Co jest? Ludzie z którymi biegnę po prostu szaleją po rowerze. Tempo mi odpowiada, więc biegnę dalej. Po chwili zwalniają, więc ich wyprzedzam i biegnę dalej robić swoje. 2.5% podbieg na świętojańskiej, tempo spada do 3’45”-3’50”, ale jakoś się trzymam. Patryk na rowerze jedzie, kibicuje, strzela fotki i dodaje sił. Jest dobrze. Zakręt przy urzędzie miasta Gdyni i w końcu rozpędzamy się z górki. Patryk do mnie: „ale zapierd*lasz”! Faktycznie zegarek pokazuje momentami 3’12”. Obieram sobie cel, zawodnika mocno biegnącego przede mną.

Ostatni kilometr, ciśniemy!

Wbiegamy na bulwar nadmorski, powolutku się zbliżam. 1km do mety. Sił dużo nie zostało, ale postanawiam przyspieszyć, 700m wyprzedzam go i jeszcze trochę przyspieszam, aby odebrać mu chęć ścigania mnie. Ostatnie 200m biegnę siłą woli, nie ma ani siły, ani woli na sprinterski finisz, wbiegam na metę i widzę nową życiówkę 1h 7min 43sek. Po chwili patrzę na czas biegu 17:36. Nice! Po zawodach okazuje się, że jest to 5 czas biegania OPEN, przede mną tylko 4 prosów. Ukontentowany!

W sumie ostatnio miałem myśli, aby zakończyć już sezon triathlonowy i rozpocząć wyczekiwany 3-4 tygodniowy okres roztrenowania(który coraz bardziej nabiera kształtów w mojej głowie), ale po ostatnich 2 lżejszych tygodniach plus świetnemu wynikowi biegowemu postanawiam w niedzielę rano zrobić progresywne długie wybieganie – 19km – średnie tempo 4’30”. Mam jeszcze pakiet na okaziciela na duathlon Ustka – termin 9 września i cały czas zastanawiam się nad triathlonem w Mrągowie wieńczącym cykl Triathlon Energy. Czas na zapisy do 15 sierpnia, więc mam jeszcze parę dni na decyzję.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>