TriCityTrail i 5 miejsce OPEN

W minioną niedzielę 8 lipca 2018r. po raz czwarty z rzędu pobiegłem w kolejnej, czwartej już edycji półmaratonu Tri City Trail ze startem oraz metą w Wejherowie. Pisząc te słowa uświadomiłem sobie, że startuję na tym biegu od początku jego istnienia 🙂

W trakcie rozgrzewki wraz z wiernymi fanami

Trasa w tym roku w stosunku do poprzednich edycji została zmieniona = utrudniona. Organizator wyrzucił 2km biegu po asfalcie i dodał parę ładnych podbiegów. Pojawiła się też ściana płaczu… podbieg, który 5 zawodników z 6 w czołówce podchodziliśmy, a ten, który podbiegał zapłacił za to na kolejnych kilometrach.

Patrząc po listach startowych widziałem, że skład na te zawody jest mocniejszy, niż przed rokiem, kiedy to zająłem drugie miejsce. W związku z tym postawiłem sobie cel minimum, być nagrodzonym w generalce, czyli być TOP 5.

Aktywacja mięśnia pośladkowego

Rozgrzewka

Przy odbiorze pakietu dostałem 2 numerek startowy. Zrobiło mi się niezmiernie miło, organizator dał mi numer zgodny z miejscem wywalczonym w zeszłorocznej edycji. 40 minut przed startem rozpocząłem rozgrzewkę, aktywacja mięśni pośladkowych, rozruszanie pachwin, 2km truchtu na miejsce startu z paroma przebieżkami oraz skipami A/C.

Rozruszanie pachwin

Przebieg zawodów

Ustawiłem się w pierwszej linii startowej, stres całkowicie odpuścił i poczułem adrenalinkę. Super uczucie!

Gotów. Start. Ruszyliśmy. Od początku uformowała się grupka 6 zawodników. Wiedziałem, że muszę utrzymać się w tej grupce, aby mój cel zrealizować. Wiedziałem też, że 1 z tej grupki musi odpaść i nie mogę to być ja 😉

Po 3.5km pojawiła się ona, wspomniana wcześniej ściana płaczu. Jak dobrze, że nie szarżowałem, tylko żwawo podchodziłem pod tą górkę.

Po 7.5km biegniemy sobie drogą szutrową w dół, tempo poniżej 3’30″/km. Nagle dostrzegam wstążki organizatora, które pokazują, że trasa skręca 90 stopni w prawo. Chłopaki przede mną biegną prosto. Nie zauważyli oznaczenia. Krzyczymy do nich, aby zawracali. Tym sposobem skręcam w tą ścieżkę i przez kolejne 1.5km jestem pierwszy, przewodzę grupce.

Ciut za mocno atakuję podbiegi, zbiegi, tętno podchodzi pod 182. Przyjdzie mi za to zapłacić na odcinku od 12km do mety, który prowadzi prawie cały czas lekko z górki.

Na punkcie żywieniowym na 12km melduję się jako 4 z niewielką stratą do czołówki, 28s do pierwszego. Biorę kubek z wodą oraz pół banana.

Ostatnie 9km biegu nie mogę się rozpędzić do standardowych prędkości, uda zbite, dostały w palnik na podbiegach. Odcinek ten biegnę aż o minutę dłużej, niż przed rokiem. Wyprzedza mnie 5-ty zawodnik, z ledwością utrzymuję jego tempo, ale 2.5km przed metą wpadam na szaleńczy pomysł, aby go zaatakować. Próba udana, ale 1.5km przed metą głowa wygrywa z ciałem i znowu daję się przegonić. Ostatni km to walka z samym sobą, wmawiam sobie, że nie mogę zwolnić, bo jeszcze mnie ktoś dogoni. Ciut przyspieszam i wpadam na metę z czasem 1h 23min 53s. Daje mi to 5 czas OPEN. Jestem zadowolony 🙂

Finiszowe metry

Podsumowanie

Na stronie z oficjalnymi wynikami przy moim nazwisku widnieje czas o prawie 1min szybszy(1h 22min 57s). Czemu? Nie wiem. Po 12km czas zgadza się z tym, co zmierzył mój zegarek.

Z nagrodą za 5 miejsce OPEN (torba Salomona + rękawiczki biegowe)

Po biegu jestem zmęczony, ale usatysfakcjonowany. Wieczorkiem jeszcze basenik na rozluźnienie mięśni. Kolejnego dnia rano czuję się dobrze, nogi nie bolą tak mocno, jak rok temu.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>