Triathlon/duathlon Gdańsk 2018

Start zaplanowany na niedzielę, ale rowery do strefy zmian standardowo trzeba było wstawić dzień przed. Pasta party dzień przed startem – skromnie + brak wersji wege.

W niedzielę przy temperaturze dochodzącej do 25 stopni w cieniu, odbył się duathlon Gdańsk. Organizatorzy 22 minuty przed planowanym startem Triathlonu Gdańsk zdecydowali o zastąpieniu dystansu 1.5km pływania, 5km biegiem. Woda nie spełniała norm. Start został przesunięty o 15min, aby wszyscy zdążyli udać się do strefy zmian po buty biegowe i numery startowe. Strefy startowe zostały przydzielone po życiówkach zawodników na dystansie 5km. Dzięki temu mogłem wystartować ze strefy „0”. Ustawiłem się w drugiej linii zaraz za czołówką.

Start

Wystrzał startera i ruszyliśmy. Z początku tempo było szaleńcze, dochodziło nawet do 3’10″/km. Starałem się trzymać grupki 6 zawodników przede mną. Po 1.5km tempo lekko spadło. Po 3-4km zaczynałem mieć problemy z utrzymaniem grupy, tętno wysoko, 180 uderzeń. Lekko odpuściłem. Do strefy T1 wbiegałem 3-7 sekund straty do grupy i czułem się wyzuty. Miałem problemy z szybkim przebiegnięciem przez strefę, ale i tak wyprzedziłem 2 zawodników.

Rower

Rozpoczęła się jazda rowerem. Początek ciężki, bo tętno wysokie po biegu. Unormowało się po paru ładnych minutach. Pierwsza część dystansu z wiatrem, ale waty od początku były nie te 🙁 Było ciężko, nie pomagał zjedzony żel. Podjazdy/zjazdy, jedzenie, bycie wyprzedzanym… wszystko było nie tak. Nie miałem komfortu w pozycji aero, chociaż plus był taki, że lemondka była tym razem stabilna 🙂
Chciałem, aby ta część wyścigu jak najszybciej się skończyła. Niestety trwała bardzo długo. 1h09’39”. W miarę szybka strefa zmian i wybiegałem na 10km bieg na 36 pozycji. Strata 30 pozycji na rowerze, średnio co 2 minuty ktoś mnie wyprzedzał. Chyba trzeba zacząć to jakoś psychologicznie rozgrywać na swoją korzyść. Próbować gonić?

Drugi bieg

Pierwsze 2km były ok, a później zaczęły się schody. Nie miałem ani siły, ani motywacji, aby przyspieszyć. Na stacjach pośrednich brałem lód, wodę, gąbki z wodą, izo(ten nie wchodził zupełnie), połówkę banana na pierwszej pętli. Nic nie pomagało. Do mety dobiegam jako 21 OPEN z czasem 2h10’01” i czuję się totalnie zmielony.

Przez chwilę siedzę na molo, zjadam arbuza, pomarańczę i zmykam poleżeć w cieniu. Dopiero po 30 minutach odpoczynku powoli wracam do żywych. Powrót na plażę po posiłek regeneracyjny. Niestety znowu brak wersji wege 🙁 Biorę rower i śmigam do domu się regenerować. Kolejne 2-3h są wyjęte z życia. Odzyskuję werwę o 17, akurat na finałowy mecz mundialowy 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>